Szybkie wskazówki
- Turn the venter back toward the person.
- Let silence sit, they'll fill it.
- Aim the talk at behavior, not character.
Ktoś pojawia się w twoich drzwiach albo pisze, a zdanie jest zawsze bliskie temu samemu. „Mogę pogadać z tobą o czymś z takim a takim?”. Już mniej więcej wiesz, dokąd to zmierza. Dwoje ludzi, którzy kiedyś dobrze ze sobą pracowali, zamilkło, zrobiło się ostre albo zimne. Jedno z nich przyszło do ciebie. I jest pociąg, mocny, by wysłuchać sprawy, zdecydować, kto ma rację, i wydać rozwiązanie.
Oprzyj mu się na chwilę. Nie dlatego, że rozstrzyganie sporu jest złe, lecz dlatego, że wersja, w której rozstrzygasz go za nich, rzadko się trzyma. Uczą się, że sposobem radzenia sobie ze sobą nawzajem jest przychodzenie do ciebie. Faktyczna relacja między nimi dwojgiem, ta rzecz, która pękła, pozostaje pęknięta. A następnym razem, gdy to się stanie, jesteś z powrotem przy rozmowie w drzwiach, tyle że teraz to nawyk.
Umiejętność warta zbudowania jest inna i cichsza. To pomaganie im dwojgu, by sami to rozwiązali, z tobą w pobliżu, zamiast rozwiązywania tego w ich imieniu. Wymaga więcej cierpliwości na początku. Odpłaca ci się za każdym razem potem.
Dlaczego oczywisty ruch przynosi efekt odwrotny
Wkroczenie i wydanie wyroku wydaje się wydajne. Jesteś zdecydowany, hałas cichnie, wszyscy wracają do pracy. Kłopot pojawia się później.
Pierwszy koszt jest twój. W chwili, gdy bierzesz skargę jednej osoby i niesiesz ją do drugiej, zacząłeś wyglądać, jakbyś wybierał stronę. Zrób tak kilka razy, a ludzie przestaną widzieć cię jako sprawiedliwego. Wskazówki z miejsca pracy od SHRM ujmują to wprost: skonfrontuj jednego pracownika z pretensjami drugiego, a będziesz postrzegany jako biorący stronę, co podgryza twój autorytet i sprawia, że ludzie boją się przynosić ci cokolwiek prawdziwego. Stajesz się mniej użyteczny jako lider właśnie przez próbę bycia bardziej pomocnym.
Drugi koszt jest ich. Za każdym razem, gdy to rozwiązujesz, oboje stają się trochę mniej zdolni do rozwiązania następnego. Niczego nie budujesz. Stajesz się sprzętem, bez którego nie potrafią funkcjonować. Ujęcie SHRM jest takie, że celem jest kultura, w której zarządzanie konfliktem to zadanie każdego, a nie usługa, którą szef świadczy na żądanie.
Jest też prosta prawda o własności. Ludzie dotrzymują porozumień, które pomogli zawrzeć. Rozwiązanie, które narzucasz, to coś zrobionego im; rozwiązanie, które ukształtowali, to coś, w czym mają udział i co chcą chronić. Badacze negocjacji z Harvardu opisują mediatora jako kogoś, kto zamiast narzucać decyzję, używa słuchania i cierpliwości, by pomóc ludziom w konflikcie dojść do ich własnego dobrowolnego rozwiązania. To słowo, dobrowolnego, wykonuje sporo pracy. To różnica między rozejmem, który trwa, a takim, który rozpływa się w chwili, gdy odwrócisz wzrok.
Co „pomaganie im” właściwie znaczy
Więc nie sędziujesz. Nie jesteś arbitrem. Czym jesteś?
Bliżej trenerowi, który podprowadza ich do rozmowy, której unikają, a potem głównie schodzi z drogi. Twoim zadaniem jest uczynić bezpośrednią rozmowę możliwą i bezpieczną, nie odbyć ją za nich. To przeramowanie zmienia niemal wszystko w tym, jak postępujesz z osobą w twoich drzwiach.
Gdy ktoś przychodzi wyładować się na kolegę, najużyteczniejszą rzeczą, jaką możesz zrobić, jest wysłuchać go, a potem zawrócić go ku osobie, z którą naprawdę musi porozmawiać. Nie chłodno. Nie zbywasz go. Mógłbyś powiedzieć coś w stylu: „To brzmi naprawdę frustrująco. Powiedziałeś jej to wprost?”. Często szczera odpowiedź brzmi: nie. Większość ludzi będzie narzekać na boki tygodniami, zanim powie trudną rzecz tej jednej twarzy, która musi to usłyszeć. Częścią przewodzenia jest łagodne zamykanie tej luki.
Jest tu realna granica i warto ją nazwać sobie na głos. Trenowanie ludzi, by radzili sobie z własnym tarciem, jest celem dla spraw zwyczajnych: posiniaczonych ego, pokrzyżowanych sygnałów, powolnego narastania urazy o to, kto co robi. Nie jest to ruch na nękanie, dyskryminację, groźby, bezpieczeństwo ani cokolwiek, co łamie jasną zasadę. To ląduje na tobie i na dziale kadr, natychmiast, i działasz. Powiedzenie dwojgu ludziom, by „się dogadali”, gdy jedno z nich jest źle traktowane, to nie wzmacnianie. To porzucenie. Trzymaj tę granicę jasną.
Sposób, by to ustawić
Gdy sytuacja jest tego codziennego rodzaju, a oni nie potrafią sami tam dojść, możesz zebrać ich dwoje razem i trzymać ramę, gdy to oni rozmawiają. Wykonalny kształt:
- Porozmawiaj najpierw z każdym z nich, krótko i równo. Daj im równy czas. Nie zbierasz dowodów, by osądzić. Pozwalasz każdej osobie poczuć się wysłuchaną, zanim znajdą się razem w pokoju, i sygnalizujesz, że nie jesteś w niczyim narożniku.
- Uzyskaj prawdziwą zgodę na spotkanie. Oboje muszą naprawdę chcieć rozwiązania, a nie tylko chcieć wygrać. Jeśli jedno z nich jest tam tylko po to, by mieć rację, powiedz to wprost i poczekaj, aż to się zmieni. Wymuszanie posiedzenia na kimś, kto nie jest gotów, pogarsza sprawę.
- Ustaw zasady na początku. Każda osoba mówi bez przerywania. Celem jest naprawić problem, a nie rozsądzać całą historię od nowa. Jesteś tam, by trzymać to sprawiedliwie i na torze, a nie decydować, kto wygrywa.
- Skieruj rozmowę na zachowanie, nie na charakter. „Gdy spotkania zaczynają się beze mnie, gubię wątek i czuję się odcięty” gdzieś prowadzi. „Jesteś apodyktyczny” nie. Wciąż zawracaj ich od etykiet ku konkretom. Konkrety są do rozwiązania.
- Skieruj ich naprzód. Najużyteczniejsze pytanie w pokoju to niemal nigdy „kto co zrobił”. To „co każde z was potrzebuje, by było inaczej następnym razem?”. Skłoń ich, by złożyli sobie nawzajem faktyczne prośby, na głos, na które oboje mogą się zgodzić.
- Niech sami nazwą rozwiązanie i zapisz je. Gdy dojdą do czegoś, nawet czegoś małego, uczyń to konkretnym i uczyń to ich. Ty trzymałeś przestrzeń. Oni zbudowali porozumienie. O to właśnie chodzi.
Przez to wszystko twoim głównym instrumentem jest twoja własna powściągliwość. Słuchaj więcej, niż mówisz. Gdy zapada cisza, posiedź w niej chwilę dłużej, niż jest wygodnie, bo osobą, która ją wypełni, jest zwykle jedno z nich, z czymś prawdziwym. Wskazówki harvardzkiej edukacji menedżerskiej lądują na tej samej garści ruchów: zostań neutralny, wysłuchaj każdej strony, bądź dość cierpliwy, by zrozumieć każdy wymiar, i trzymaj uwagę na problemie, a nie na ludziach w nim.
Pułapki, w które łatwo wpaść
Nawet liderzy o dobrych intencjach zwykle ślizgają się na kilka przewidywalnych sposobów. Znajomość ich z góry to połowa bitwy.
Pierwsza to kończenie ich zdań. Zwykle widzisz kształt rozwiązania, zanim oni go widzą, a chęć, by przeskoczyć naprzód i go ogłosić, jest silna. Nie. W chwili, gdy mówisz, jaka jest odpowiedź, odebrałeś im porozumienie i znów je trzymasz. Pozwól im dojść tam wolniej. Ich wersja się utrzyma; twoja nie.
Druga to po cichu zdecydowanie, kto ma rację, a potem sterowanie. Ludzie są zdumiewająco dobrzy w wyczuwaniu przechylonej szali, nawet subtelnie. Jeśli prywatnie wywnioskowałeś, że jedno z nich jest problemem, twoje pytania będą się przechylać, twój ton będzie się przechylać, a oboje to poczują. Druga osoba przestaje ufać procesowi, a ty straciłeś to, co czyniło cię użytecznym: że nie byłeś po niczyjej stronie.
Trzecia to traktowanie tego jako jednorazowego wydarzenia. Pojedyncza dobra rozmowa rzadko kończy konflikt, którego budowanie zajęło miesiące. Zaplanuj sprawdzenie kilka tygodni później, lekko. „Jak wam się układa we dwoje?”. To sprawdzenie wykonuje dwie roboty naraz. Łapie rozwiązanie, które się ześlizguje, zanim się zawali, i mówi obojgu, że zauważyłeś wysiłek, który włożyli. To zauważenie jest częścią tego, co sprawia, że wysiłek wydaje się wart powtórzenia.
Ostatnia pułapka jest najbardziej ludzka: uczynienie tego o tobie. Jeśli odchodzisz od rozmowy z poczuciem, że jesteś bohaterem, który to naprawił, prawdopodobnie zrobiłeś za dużo pracy. Najlepszy wynik jest tu dziwnie nieefektowny. Dwoje ludzi coś między sobą porządkuje, głównie samodzielnie, a ty ledwo musiałeś coś powiedzieć. Ta cisza to znak, że zrobiłeś to dobrze.
Daj im słowa na początek
Wiele konfliktów tkwi w miejscu, bo żadna z osób nie wie, jak zacząć, by nie zamieniło się to w kłótnię. Możesz wręczyć im sposób wejścia. Nie scenariusz do wyrecytowania, po prostu kształt, który powstrzymuje pierwsze zdanie przed pogorszeniem wszystkiego.
Najprostszy to zacząć od tego, co zobaczyłeś i jak to wylądowało, a potem zapytać, zamiast oskarżać. Coś w stylu: „Gdy raport wyszedł bez mojej sekcji, poczułem się zaskoczony. Możesz mnie przeprowadzić przez to, co się stało?”. Nazywa to konkretną rzecz, bierze uczucie na siebie jako uczucie i zostawia miejsce na odpowiedź, która nie jest obroną.
Kilka drobnych ruchów, których możesz nauczyć ludzi:
- Zamień „zawsze” i „nigdy” na jedną konkretną chwilę. Zamaszyste oskarżenia zapraszają kontroskarżenie. Jeden przykład zaprasza rozmowę.
- Zadaj szczere pytanie, zanim przedstawisz sprawę. Większość tarcia jest zbudowana na historii, którą każda osoba dopowiedziała sobie o motywach drugiej, a ta historia jest zwykle gorsza niż prawda.
- Powiedz, czego chcesz na przyszłość, a nie tylko, co poszło nie tak. „Chciałbym, żebyśmy oznaczali zmiany, zanim wyjdą” to coś, co druga osoba naprawdę może zrobić.
- Dopuść, że możesz czegoś nie dostrzegać. „Może źle to odczytuję, ale” obniża temperaturę, nie rezygnując z sedna.
Nic z tego nie polega na byciu miękkim. Chodzi o powiedzenie trudnej rzeczy w sposób, w jaki druga osoba naprawdę może ją usłyszeć, co jest jedynym sposobem, w jaki trudna rzecz kiedykolwiek przynosi pożytek.
Gdy zrobiło się za gorąco
Czasem oboje są zbyt pobudzeni, by dobrze rozmawiać. Głosy podniesione, twarze poczerwieniałe, a cokolwiek powiedziane w tym stanie zostanie zapamiętane błędnie. Nie przepychaj się przez to. Krótki okres ochłonięcia to nie unikanie, to strategia. Harvardzkie wskazówki dotyczące konfliktu w zespole konkretnie radzą dać ludziom miejsce, by ochłonęli, zanim zajmiesz się gorącym konfliktem, i dwa razy się zastanowić przed mierzeniem się z nim w ferworze chwili.
Ustaw realny czas powrotu, dość szybko, by nie zaczęło się jątrzyć. Godziny albo następny ranek, nie „kiedyś”. Ludzie rozumują lepiej, gdy ich ciało zeszło z alarmu, a wersja ich samych, która pojawi się jutro, jest zwykle bardziej szczera i bardziej hojna niż ta w drzwiach dzisiaj.
Gdzie są twoje granice, i to jest w porządku
Nie wszystko się rozwiązuje i nie zmusisz dwojga dorosłych, by się polubili. Szczery cel jest często węższy niż przyjaźń. To robocza relacja, która jest uprzejma, sprawna i pozwala wykonać pracę bez zatruwania wszystkich wokół.
Wiedz, kiedy to coś większego niż konflikt między dwojgiem współpracowników. Jeśli wzorzec wciąż się powtarza, cokolwiek uzgodnią, jeśli jedna osoba zdaje się w prawdziwym cierpieniu, jeśli jest jakikolwiek ślad zastraszania albo kogoś branego na cel, to wykracza poza trening i wchodzi w twoją odpowiedzialność, by eskalować. Wciągnij dział kadr. Oprzyj się na ludziach, których to jest zadaniem. Próba ogarnięcia samemu czegoś, co potrzebuje formalnego procesu, nie czyni cię silniejszym liderem, a zwlekanie zbyt długo zwykle pogarsza szkodę.
I pilnuj siebie w tym wszystkim. Siedzenie pośrodku cudzego konfliktu jest naprawdę wyczerpujące, a jeśli to wchłaniasz, zabierasz do domu, leżysz bezsennie, przewijając te rozmowy, warto temu poświęcić uwagę. Stabilne przywództwo działa na stabilnym człowieku. Nie będziesz w stanie wciąż oferować spokoju dwojgu ludziom w konflikcie, jeśli po cichu wyczerpał ci się twój własny.
Wypłatą za zrobienie tego wolniejszym sposobem jest zespół, który potrzebuje cię mniej właśnie do tego. Ludzie, którzy przepracowali jedno prawdziwe nieporozumienie, z tobą trzymającym ramę zamiast wydawania wyroku, to ludzie, którzy potrafią zrobić to znów sami następnym razem. To ta wersja, w której naprawdę odzyskujesz swoje drzwi.
Źródła
- SHRM, Coach Employees to Solve Their Own Conflicts with Co-Workers
- Harvard Program on Negotiation, Resolve Employee Conflicts with Mediation Techniques
- Harvard Professional & Executive Development, Preventing and Managing Team Conflict
- Harvard Business Review, Why Employee Mediations Fail — and How to Get Them Back on Track