Skip to main content

MISTRZOSTWO · NAUKA

Jak czytać książkę, żeby została z tobą jeszcze rok później

Książka zostaje z tobą dzięki temu, co z nią robisz, nie dzięki temu, że ją skończyłeś. Zamykaj ją po każdym rozdziale i zapisuj z pamięci trzy zdania, zaznaczaj tylko pięć stron i w ciągu tygodnia wypowiedz na głos jeden pomysł.

Osoba czytająca książkę obok filiżanki kawy

Zdjęcie: Ionela Mat, Unsplash

Szybkie wskazówki

  • Po każdej przerwie zapisz z pamięci trzy zdania.
  • Zaznacz tylko pięć stron, których byś bronił.
  • W ciągu tygodnia wypowiedz na głos jeden pomysł.

Skończyłeś książkę. Czytałeś ją w pociągu, w przerwie na lunch i przez dwadzieścia minut przed snem, kłóciłeś się z niektórymi jej fragmentami, a dwa rozdziały naprawdę zmieniły sposób, w jaki myślisz o swojej pracy. Sześć miesięcy później ktoś pyta, o czym była, a ty słyszysz, jak mówisz, że była naprawdę dobra.

Ta luka to nie jest wina pamięci i nie oznacza, że czytałeś źle. To problem projektowy. Czytanie jest bodźcem wejściowym, a bodźce wejściowe nie zostają, jeśli nic ich nie zatrzymuje. Rozwiązanie jest niewielkie, mieści się w godzinach, które i tak już poświęcasz, i zmienia to, czym jest czytanie: nie czymś, co konsumujesz, tylko czymś, co ćwiczysz. Zrobione tak, jak opisuje ten tekst, godzina z książką liczy się jako godzina ćwiczeń na takich samych zasadach jak godzina z instrumentem, i wymaga mniej więcej tyle samo wysiłku.

Dlaczego zapominam większość książki już kilka miesięcy po przeczytaniu?

Ponieważ czytanie sprawia wrażenie nauki w trakcie, kiedy się dzieje, a to wrażenie nie jest nauką. Płynność jest pułapką: drugie przejście przez stronę jest gładsze niż pierwsze, twój mózg odczytuje tę gładkość jako wiedzę, i zamykasz książkę pewny materiału, który potrafisz rozpoznać, ale nie potrafisz sam odtworzyć.

Przegląd dziesięciu popularnych technik nauki, przeprowadzony przez Johna Dunlosky'ego i współpracowników dla Psychological Science in the Public Interest, ocenił każdą z nich na podstawie dowodów naukowych. Ponowne czytanie i zakreślanie, dwie rzeczy, które robi z książką niemal każdy dorosły, znalazły się w grupie o niskiej użyteczności. Samosprawdzanie i nauka rozłożona w czasie znalazły się na szczycie. To nie jest komentarz na temat twojej dyscypliny. To komentarz na temat tego, która czynność pozostawia po sobie ślad.

Miarą wartości książki nie jest więc to, jak bardzo ci się podobała, ani to, czy dotarłeś do ostatniej strony. Miarą jest to, czy potrafisz odtworzyć jej argumentację z zamkniętą okładką. Wszystko poniżej zostało zbudowane po to, by sprawdzić to właśnie wtedy, gdy książka jest jeszcze w twojej ręce, a odpowiedź jest zaledwie dwanaście stron wstecz.

Co powinienem zrobić na koniec każdego rozdziału?

Zamknij książkę i napisz z pamięci trzy zdania: co twierdził rozdział, co cię przekonało i z czym byś polemizował. Bez zaglądania, maksymalnie pięć minut, i napisz je nawet niezdarnie.

To jest ćwiczenie przypominania sobie (retrieval practice) i jedna z zaledwie dwóch technik, które przegląd Dunlosky'ego ocenił jako wysoce użyteczne, obok rozkładania sesji nauki w czasie. Jeffrey Karpicke i Janell Blunt, w artykule opublikowanym w Science, porównali studentów, którzy uczyli się tekstu techniką rozbudowującą, czyli tworzeniem map pojęciowych, ze studentami, którzy przeczytali tekst, a potem ćwiczyli przypominanie go sobie z pamięci. Grupa przypominająca sobie wypadła lepiej na teście tydzień później, a przewaga ujawniła się przy trudniejszych pytaniach, wymagających wnioskowania, a nie tylko przy tych, które prosiły o zwykły fakt. Henry Roediger i Karpicke naszkicowali już kształt tego zjawiska: ponowna nauka wygrywa w pierwszych pięciu minutach, przypominanie sobie wygrywa po dwóch dniach i po tygodniu, czyli w skali czasu, która naprawdę cię interesuje.

Wartość tkwi w wyciąganiu treści z pamięci, nie w stylu zdań, więc nie poprawiaj ich pod względem formy. Zdanie, którego nie umiesz dokończyć, jest fragmentem, którego nie zrozumiałeś, a odnalezienie tego na przerwie między rozdziałami zamiast rok później jest sensem całego ćwiczenia. Za pierwszym razem prawdopodobnie napiszesz prawie nic z rozdziału, który jeszcze dziesięć sekund wcześniej sprawiał ci przyjemność. To jest uczciwy punkt wyjścia. Postęp przychodzi szybko, a przychodzi dlatego, że robisz teraz trudną połowę czytania, a nie tylko przyjemną.

Jak zdecydować, co z książki naprawdę warto zachować?

Zaznacz tylko pięć stron, których byś bronił. Nie fragmentów, z którymi się zgadzałeś, tylko pięciu, których broniłbyś na głos, gdyby ktoś, kogo szanujesz, powiedział ci, że ta książka jest płytka.

Zakreślanie zawodzi, bo nic nie kosztuje. Długopis, który zaznacza czterdzieści fragmentów, uczynił czterdzieści rzeczy jednakowo ważnymi, co jest tym samym, co nie uczynić ważną żadnej z nich, a rok później te zaznaczenia mówią ci tylko tyle, że wtedy nie spałeś. Twardy limit pięciu wymusza ocenę, a to właśnie w tej ocenie tkwi nauka. Kiedy dochodzisz do strony 200 i chcesz dodać szóstą, musisz wrócić i jedną odrzucić, a to porównanie uczy cię więcej, niż nauczyła cię każda z tych stron z osobna.

Pięć stron, których byś bronił, to jest książka. Reszta to rusztowanie, które cię do nich doprowadziło.

Na koniec przepisz te pięć fragmentów w jedno miejsce, własnymi słowami, z numerami stron obok. To właśnie ta kartka zostaje z tobą. Za rok nie otworzysz ponownie trzystu stron, ale otworzysz tę jedną kartkę, a stronę, którą sam napisałeś, można przeszukać w sposób, w jaki nigdy nie da się przeszukać cudzego indeksu.

Jak sprawić, żeby jeden pomysł z książki utrwalił się w ciągu tygodnia?

Użyj go na głos, w ciągu siedmiu dni, w rozmowie z kimś, kto ci się sprzeciwi. To nie ma być streszczenie ani rekomendacja: weź jeden pomysł, zastosuj go do realnego problemu w obecności kogoś, kto zna się na danej dziedzinie, i pozwól mu się z tobą pospierać.

To najszybsza możliwa kontrola tego, co naprawdę wyniosłeś z lektury. Na wpół zrozumiane pomysły spokojnie przeżywają ciche czytanie, ale nie przeżywają jednego pytania. Zwykle znajdziesz pęknięcie w ciągu dwóch minut, w chwili gdy ktoś zapyta, co się dzieje w przypadku, którego autor nigdy nie omówił, a miejsce, w którym się zacinasz, jest właśnie luką. Wróć do książki tylko po tę część, co zajmuje około dziesięciu minut i jest warte więcej niż ponowne przeczytanie całości.

Warto znać jeszcze drugi efekt, ponieważ pozwala on zebrać część korzyści jeszcze przed samą rozmową. John Nestojko i współpracownicy poprosili ludzi o naukę fragmentu tekstu, mówiąc jednej grupie, że czeka ich test, a drugiej, że będą musieli nauczyć tego innego studenta, a grupa spodziewająca się uczyć zapamiętała materiał pełniej i w bardziej uporządkowany sposób, mimo że żadne nauczanie w ogóle nie miało miejsca. Czytaj rozdział tak, jakbyś w czwartek miał przeprowadzić przez niego kolegę z pracy, a twoja uwaga zmieni kształt jeszcze w trakcie czytania.

Ile książek muszę przeczytać, żeby stać się w czymś dobry?

Mniej, niż myślisz, ale opracowanych znacznie dokładniej. O tym decyduje nie liczba książek, które skończyłeś, tylko liczba tych, z którymi się spierałeś, a potem wykorzystałeś w prawdziwej pracy, więc niewielki stos potraktowany w ten sposób zaprowadzi cię dalej niż długi stos przeczytany w pośpiechu.

Ilość to najłatwiejsza rzecz do zmierzenia w czytaniu i najsłabiej powiązana z umiejętnościami, dlatego liczba książek na rok stała się publicznym wynikiem. Nikt nie widzi, czy potrafisz wykorzystać którąkolwiek z nich. Jeśli chcesz mieć liczbę do gonienia, goń raczej godziny ćwiczeń. Godzina spędzona na sporze z jednym rozdziałem i zastosowaniu go w poniedziałek jest warta więcej niż cztery godziny nowych stron, i to właśnie ta wersja pojawia się w twojej pracy, gdzie inni mogą ją zauważyć.

Jest jedno przydatne rozróżnienie. Na początku zgłębiania tematu czytaj szeroko, a potem wąsko. Na początku budujesz mapę, szerokość jest tania, a nawet słaba książka i tak pokaże ci, gdzie leżą granice danej dziedziny. Kiedy już wybierzesz to, w czym naprawdę chcesz być dobry, zmień strategię: trzy lub cztery kluczowe teksty, do których wracasz co jakiś czas, pokonają nieprzerwany strumień nowych książek, ponieważ za drugim razem wychwytujesz fragmenty, na które nie byłeś gotowy wcześniej, i dokładnie czujesz, jak daleko zaszedłeś.

Trudna droga wciąż jest szybszą drogą

Nic z tego nie sprawia, że czytanie staje się łagodniejsze. Trzy zdania z pamięci po każdym rozdziale są trudniejsze niż samo czytanie. Obrona pięciu stron jest trudniejsza niż zakreślenie czterdziestu. Przyniesienie jednego pomysłu do kogoś, kto wie więcej niż ty, i pozwolenie mu znaleźć w nim dziurę, jest trudniejsze niż jedno i drugie razem wzięte, i to właśnie ten krok oddziela ludzi, którzy przeczytali bardzo dużo, od ludzi, którzy są w czymś naprawdę dobrzy.

To też wersja, która nie wymaga dodatkowego czasu. Te godziny i tak już poświęcasz. To po prostu nakłada na nie standard, a to właśnie standard zamienia spędzony czas w zdobytą umiejętność.

Zachowaj więc ambicje i zachowaj stos książek. Czytaj wymagającą książkę, czytaj tę nieco powyżej twojego poziomu, czytaj ich więcej, niż jest to rozsądne. Wystarczy, że po każdym rozdziale zamkniesz książkę, napiszesz trzy zdania choćby niezdarnie, obronisz pięć stron i w tym tygodniu powiesz na głos jedną rzecz komuś, kto się z tobą nie zgodzi. Za rok, kiedy ktoś zapyta, o czym była ta książka, nie odpowiesz mu okładką.

Źródła

Zanim odejdziesz: słowo o bezpieczeństwie

KEEP CALM udostępnia darmowe materiały edukacyjne wspierające samopomoc. Nie są one poradą medyczną, diagnozą ani leczeniem i nie zastępują opieki specjalisty. Jeśli coś tutaj brzmi poważniej niż zwykły stres, kontakt ze specjalistą to mocny i właściwy krok.

If you are in crisis or thinking about harming yourself, you are not alone. In the US, call or text 988 (Suicide & Crisis Lifeline, 24/7), text HOME to 741741 (Crisis Text Line), or call 911 in an emergency.